Porada

Mieszkanie – czy to dobra inwestycja?



Zdałem maturę całkiem dobrze co pozwoliło mi bezproblemowo dostać się na uczelnie techniczną we Wrocławiu. Przede mną otworem stały wrota do nowego życia – życia studenckiego. Chciałem czerpać pełnymi garściami z tego czasu, uczyć się, bawić, imprezować.

Zaczęło się od mieszkania. Moje początkowe plany przewidywały wynajem mieszkania ze znajomymi lub zamieszkanie w akademiku. Kiedy powiedziałem rodzicom, że musze znaleźć jakiś kąt dla siebie zaproponowali mi, że wezmą kredyt i kupią nowe mieszkanie we Wrocławiu. Moim zadaniem będzie poszukać współlokatorów do mieszkania. Plan był taki, że pieniądze pobierane od ludzi, z którymi miałem mieszkać w nowo zakupionym lokum mają starczyć na ratę kredytu oraz opłaty związane z mieszkaniem – czynsz, woda, prąd, gaz. Plan idealny można by rzecz – obarczony jednak pewnym ryzykiem – raz czy uda nam się kupić dobre mieszkanie, wykończyć je i znaleźć dobrych najemców w 3 miesiące (tyle mniej więcej mieliśmy do rozpoczęcia roku szkolnego), dwa czy przez te wszystkie lata uda się spłacić mieszkanie wynajmując jego część innym ludziom.

Zabraliśmy się wszyscy do realizacji tego planu. Przyznam się szczerze, że trochę się obawiałem tego wszystkiego – czasami przez myśl przelatywało mi zdanie „nie zdążysz, nie uda się”. Moi rodzice to na szczęście ogromni optymiści i patrząc na ich zapał w poszukiwaniu fajnego mieszkania coraz mocniej wierzyłem, że wszystko się uda.

No i udało się! Kupiliśmy mieszkanie w niedalekiej odległości od uczelni. Dobry dojazd do centrum miasta, bliskość marketu to były kolejne zalety jego lokalizacji. Mieszkanie było rozkładowe, trzypokojowe, z odrębną kuchnią i łazienką. Rodzice stawali niemal na głowie aby w terminie pogodzić zaciągnięcie kredytu, opłacenie ekip wykańczających mieszkanie. Nie wnikałem w dekoracje mieszkania mimo, iż docelowo to miały być moje cztery kąty – tu całkowicie zdałem się na gust mamy. Może niektórym wydam się strasznym mami-synkiem jednak zamiast zwiedzania marketów budowlanych wolałem zając się poszukiwaniem przyszłych współlokatorów.

Jak się okazało nie była to sprawa tak łatwa do realizacji jak wszyscy wynajmujący mieszkanie opisują. Znajomi nie bardzo chcieli ryzykować zamieszkaniem w miejscu jeszcze niewykończonym – chyba po prostu nie dowierzali, że zdążymy na czas i obawiali się, że zostaną bez dach and głową. Dodałem więc ogłoszenie na portalach – szału nie wywołało lecz po tygodniu znaleźli się ryzykanci, którzy gotowi byli zamieszkać nawet w niewykończonym mieszkaniu.

Na szczęście cudem zdążyliśmy. Rok akademicki i nowe, szalone życie rozpocząłem z własnym mieszkaniem które spłacali wynajmujący. To była świetna inwestycja!