Albania to kraj, który w ostatnich latach podbija serca podróżników z całej Europy — i słusznie. Oprócz turkusowych plaż Riwiery Albańskiej, kolorowej Tirany i gór, które zapierają dech w piersiach, czeka tu coś, na co wielu nie jest przygotowanych: fenomenalna kuchnia. Mieszanka wpływów śródziemnomorskich, osmańskich, greckich i włoskich sprawia, że albańskie jedzenie jest jednocześnie znajome i zupełnie nowe. Ceny? Śmiesznie niskie jak na europejskie standardy. A porcje? Gigantyczne.

Byrek — król ulicznego jedzenia

Nie da się być w Albanii i nie spróbować byreku. To warstwowe ciasto z filo nadziewane szpinakiem, serem ricotta (po albańsku: gjizë), mięsem mielonym albo pomidorami z cebulą. Byrek kupuje się w piekarniach (furre bukë) dosłownie na każdym rogu — kosztuje grosze, a naje do syta. Albańczycy jedzą go na śniadanie, lunch i jako przekąskę. Najlepiej smakuje ciepły, prosto z pieca, popity szklanką dhallë — słonego, rozcieńczonego jogurtu, który w upalne dni działa lepiej niż jakikolwiek izotonik.

Warto też szukać lakroru — regionalnej odmiany byreku z okolic Korczy, gdzie ciasto jest cieńsze, bardziej chrupiące i pieczone tradycyjnie na otwartym ogniu.

Tavë kosi — narodowe danie Albanii

Jeśli miałbym polecić jedno danie, które definiuje albańską kuchnię, byłoby to tavë kosi. Zapiekanka z jagnięciny w sosie jogurtowym, pieczona w glinianym naczyniu do momentu, aż wierzch się zarumieni. Mięso jest delikatne, sos kremowy i lekko kwaskowaty, a całość podawana z prostym chlebem. To comfort food w najczystszej postaci. Danie wywodzi się z czasów Imperium Osmańskiego i znajdziesz je praktycznie w każdej tradycyjnej restauracji w Tiranie.

Fërgesë — smak Tirany

Fërgesë to danie, które pochodzi bezpośrednio ze stolicy i jest tam wszechobecne. Papryka, pomidory i cebula duszone z masłem, mąką i albańskim twarogiem (gjizë), a potem zapiekane w piecu. Prosta receptura, ale efekt jest zaskakująco bogaty w smaku. Wersja wegetariańska stanowi świetny dodatek, a wariant z wątróbką i czosnkiem potrafi przekonać nawet sceptyków podrobów. Podawane w glinianym garnuszku z domowym chlebem — pyszota.

Speca të mbushura — faszerowane papryki po albańsku

Faszerowane papryki to danie popularne w całych Bałkanach, ale albańska wersja ma w sobie coś wyjątkowego. Papryki nadziewane ryżem, mielonym mięsem wołowym, cebulą i świeżymi ziołami, pieczone do miękkości. Podawane z jogurtem i chlebem. W sezonie letnim, gdy papryki są lokalne i słodkie, to danie osiąga absolutny szczyt smaku. Niektóre regiony dodają fetę albo miętę, co daje jeszcze ciekawszą wersję.

Qofte — albańskie klopsiki

Qofte to odpowiednik polskich klopsików, tyle że podawane z zupełnie innym twistem. Mielone mięso mieszane z ziołami i przyprawami, formowane w podłużne kotleciki i grillowane lub smażone. Najlepsze qofte zjadłem w zgarze — albańskim odpowiedniku baru z grillem, gdzie za kilka euro dostajesz talerz mięsa z sałatką i piwo. Zgaras rozpoznasz po grillu dymiącym przed wejściem i tłumie lokalnych gości. To tam jedzą Albańczycy, nie w restauracjach z menu w trzech językach.

Flija — ciasto, które wymaga cierpliwości

Flija to warstwowe ciasto z naleśników, pieczone pod metalową pokrywą (saç). Przygotowanie trwa godzinami, bo każda warstwa musi być osobno upieczona. Efekt to chrupiące, lekko wędzone placki podawane z jogurtem, masłem albo miodem. Danie trudniejsze do znalezienia w Tiranie — łatwiej trafisz na nie w północnej Albanii lub w restauracjach podkreślających korzenie regionalne. Jeśli zobaczysz fliję w menu, zamawiaj bez wahania.

Na słodko: trilece i kadaif

Albańskie desery to osobna historia. Trilece (odpowiednik tres leches) to ciasto nasączone trzema rodzajami mleka z polewą karmelową — lekkie, kremowe i uzależniające. Kadaif z kolei to chrupiące pasemka ciasta filo z orzechami włoskimi, wanilią i syropem. Oba desery znajdziesz w każdej cukierni i restauracji, a porcje są hojne.

Raki na zakończenie

Żaden posiłek w Albanii nie jest kompletny bez rakiji — albańskiej wódki z winogron, serwowanej na zakończenie kolacji albo na powitanie gości. To element kultury i gościnności (besa — albański kodeks honorowy nakazuje opiekę nad gościem), a nie tylko alkohol. Pijasz mały kieliszek, kiwasz głową z uznaniem i czujesz, że jesteś u kogoś w domu, a nie w restauracji. Warto też spróbować bozy — fermentowanego napoju z kukurydzy o gęstej konsystencji, popularnego szczególnie latem. Ma subtelny, lekko kwaśny smak i prawie zerową zawartość alkoholu.

Albania to kraj, w którym jedzenie jest tanie, autentyczne i przygotowywane z pasją, której w wielu zachodnioeuropejskich krajach już dawno brakuje. Warto jechać głodnym.