Polecane

Czy usuwanie graffiti to dobry biznes?



Kto chce, może spróbować. Czeka go albo chwała czyściciela miasta, albo sromotna porażka, której ostatecznym efektem będzie dług, bankructwo i zgrzytanie zębów. Co znaczy, że usuwanie graffiti to ciekawa branża.


Wystarczy przejść się po mieście, żeby zobaczyć potencjalny rynek. Każdy budynek pomazany. Co drugi do tego pomalowany. Graffiti, bohomazy i nazwy klubów pomieszane, poplątane i pokręcone. Brzydkie, jednym słowem.


Dla zarządców budynków usuwanie graffiti powinno więc być priorytetem. Po pierwsze dlatego, że ich obecność obniża standard nieruchomości i ich klasę. A co za tym idzie – wartość. Po drugie ze względu na to, że lepiej zapobiegać niż leczyć. Czyli – usuwać graffiti zamiast remontowania całej fasady.

Tyle tylko, że tak się nie dzieje. Powodów jest cała masa, ale najważniejszym z nich jest cena. W końcu usuwanie graffiti to usługa jak każda inna i kosztuje. Trzeba kupić odczynniki, wyposażenie, wreszcie – zarobić. Jak się to wszystko zsumuje, wychodzi znacząca suma.


W dodatku większość budynków centrach miast, które szczególnie cierpią ze względu na pseudo-graffiti należy do gmin. A te oszczędzają na wszystkim i nie mają wystarczającego budżetu niezbędnego do tego, żeby usuwanie graffiti przeprowadzone było kompleksowo.

Na to jednak jest sposób. Ryzykowny, to prawda. Wymagający sporo zachodu, to fakt. I nie zawsze skuteczny, to też słuszna obserwacja. O co chodzi?

Należy zamienić się w piarowca, który rozpęta społeczną kampanię na rzecz czyszczenia miasta z bohomazów. Przekonywać dziennikarzy do publikowania artykułów w prasie i produkcji materiałów telewizyjnych opisujących problem. Aktywności w internecie, gdzie warto szukać sojuszników w zakresie usuwania graffiti. Wreszcie – w działaniach wśród ludzi, którzy też mogą wywierać nacisk na władze.


Jeśli się uda, gmina nie będzie miała wyboru. Przynajmniej część budynków będzie musiała zostać wyczyszczona. Kto wtedy zaoferuje usuwanie graffiti, ten może liczyć na kilka miesięcy stabilnych dochodów.

A jeśli się nie uda? No cóż, prowadzenie kampanii społecznych kosztuje. Jeśli akcja zwiedzie, pieniądze przepadną. Zaczną się długi i problemy. Chyba, że ubocznym efektem takiej akcji będzie wzrost świadomości właścicieli prywatnych budynków.


W takiej sytuacji można korzystać i próbować docierać do nich jako do klientów. I w ten sposób budować sobie portfel zleceń.

Jakkolwiek by jednak nie było, usuwanie graffiti to praca pożyteczna, jednak jako stabilne źródło wysokich dochodów – trudna. Trzeba zakasać rękawy i działać. Nawet jeśli nie wiadomo, jakie ostatecznie będą efekty docelowe.

Czy można zrobić coś innego? Raczej niewiele. Ale jeśli ktoś uważa, że należy pozbywać się bohomazów ze ścian – może próbować. Jeśli będą efekty, będzie w porządku.